Czas na ustawę o samorządach studenckich

with Brak komentarzy

Adwokaci, radcy prawni, lekarze i wiele innych grup społecznych posiada swój samorząd. Jego głównym zadaniem jest reprezentacja ogółu interesów danej grupy zawodowej czy społecznej. W ustawie o izbach lekarskich mamy przykładowe uregulowanie, w którym czytamy, iż ,,Samorząd zawodowy lekarzy i lekarzy dentystów reprezentuje osoby wykonujące zawody lekarza i lekarza dentysty, sprawuje pieczę nad należytym wykonywaniem tych zawodów w granicach interesu publicznego i dla jego ochrony.” Ciężko podważyć głęboki sens istnienia samorządności lekarskiej czy jakiejkolwiek innej zawodowej. Czy jednak w ten sam logiczny sposób można uzasadniać istotę i cel istnienia samorządów studenckich na uczelniach wyższych w całej Polsce?

Zacznijmy od tego, że szeroko pojętej samorządności studenckiej w sposób kompleksowy nie reguluje żadna ustawa, czy inny akt prawa powszechnie obowiązującego. Część regulacji rozsiana jest w ustawie prawo o szkolnictwie wyższym – czego z niej możemy się dowiedzieć? Artykuł 202 rzeczonej ustawy stanowi Studenci studiów pierwszego i drugiego stopnia oraz jednolitych studiów magisterskich prowadzonych przez uczelnię tworzą samorząd studencki.”Jednym słowem samorządem studenckim są wszyscy studenci. Każdy niezależnie od wieku, wzrostu, inteligencji czy statusu społecznego na uczelni, jest równoprawną jednostką w samorządzie studenckim. Jednak to nie ten ustęp artykułu 202, a następny jest kluczowy dla zrozumienia problemu samorządności studenckiej na polskich uniwersytetach: Organy samorządu studenckiego są wyłącznym reprezentantem ogółu studentów uczelni.” .  Nie ulega wątpliwości, że każdy samorząd musi mieć swoich reprezentantów, którzy będą mogli skutecznie reprezentować interesy najmłodszej (przeważnie) społeczności akademickiej. Wyłączna reprezentacja w praktyce na polskich uczelniach powoduje, że ni mniej, ni więcej pojedynczy student, choćby nie wiem jak bardzo zaangażowany w sprawy uczelni, nic nie może. To organa tego samorządu mają prawo do wyłącznego działania mającego na celu reprezentowanie interesów studentów macierzystej uczelni. Przyjmują one różną nazwę od Parlamentów Studentów poprzez Rady Studenckie czy Samorządy Studenckie. Organy te jednak (co ważne) wybierane są przez nieliczną rzeszę studentów. Frekwencja na wielu uczelniach nie przekracza 10% ogółu studentów, bywają też przypadki skrajne, kiedy na wydziale liczącym kilka tysięcy studentów głosy oddaje… kilkunastu. Dzieje się tak z różnych względów: brak zainteresowania studentów jakąkolwiek samorządnością, wszechogarniająca bierność i apatia, ale także działania osób będących wieloletnimi członkami organów samorządowych, którym niekoniecznie zależy na uczciwej konkurencji.

Do czego zmierzam? Kluczową kwestią, która determinuje działalność każdego samorządu jest procedura wyborcza – reprezentanci środowisk akademickich powinni być bowiem wybierani przez większość studentów uczelni. Niestety często się tak nie dzieje. Na wielu uczelniach w Polsce studenci (nawet ci głosujący) nie mają żadnego wpływu na skład personalny najwyższych organów władzy samorządów studenckich. Mogą wybrać jedynie reprezentantów wydziałów, jednak nie wpływają w żaden sposób na to kto zostanie Przewodniczącym – czy to Parlamentu Studentów, czy Rady Studentów danego uniwersytetu. Pośredni system głosowania, który tak świetnie sprawdza się w wyborach amerykańskich, niekoniecznie dobrze wpływa na funkcjonowanie samorządności studenckiej.

Sejm_4331

Ponadto należy zaznaczyć, iż ustawa o szkolnictwie wyższym w żaden sposób nie definiuje jak mają być przeprowadzane wybory do organów samorządowych, nie ma w niej również odesłań do kodeksu wyborczego, czy też zakreślenia choćby standardów kampanii wyborczej. To wszystko ustawa pozostawia do rozstrzygnięcia regulaminowi, który… uchwala sam organ samorządu studentów danej uczelni. Prowadzi to niestety do wielu nadużyć, a do przykładów można zaliczyć niejasną procedurę wyborczą ustalaną dowolnie przez członków danego samorządu (aby utrudnić innym studentom możliwość startu w wyborach), czy też brak jakiejkolwiek kontroli w postaci mężów zaufania w komisjach wyborczych (tak jest chociażby na Uniwersytecie Gdańskim). Dochodziło do skrajnych sytuacji, w których jedyną informacją o zbliżających się wyborach była kartka A4, wciśnięta byle jak pod jeden z plakatów na tablicy ogłoszeń, przez co student nie miał praktycznie żadnej możliwości zaznajomienia się wcześniej z terminem wyborów. Warto jednak w tymi miejscu jednak podkreślić, że tego typu działania są pewną naturalną konsekwencją pozostawienia władzom samorządów studenckich zbyt szerokiego luzu decyzyjnego. Niestety w dzisiejszych czasach nieprecyzyjne i fragmentaryczne uregulowanie prawne pewnych instytucji prowadzi do wypaczenia sensu ich istnienia. Jeśli bowiem „reprezentanci ogółu studentów uczelni” wybierani są przez niewielki ułamek społeczności akademickiej, to kogo oni tak naprawdę reprezentują? Czy jeśli w jakichkolwiek wyborach samorządowych bądź parlamentarnych frekwencja wynosiłaby poniżej 10%, to uznano by to za demokratyczny wybór większości?

Retoryczne pytania, które zadaję mają na celu uzmysłowienie, że w obecnych warunkach są jedynie dwie możliwości zdemokratyzowania samorządności studenckiej w Polsce. Pierwszą jest ich całkowita reorganizacja polegająca na zmianie modelu reprezentacji. Kwestią wtórną jest czy można by zorganizować te instytucje na kształt amerykańskich bractw studenckich, czy też sięgnąć do modelu niemieckiego. Drugą i w moim mniemaniu najwłaściwszą opcją, jest uporządkowanie pod względem prawnym obecnej ustawy o szkolnictwie wyższym. Szczątkowe przepisy dotyczące samorządów studenckich należy z niej usunąć i uchwalić nową ustawę o samorządach studenckich. Tylko taki akt, w którym kompleksowo zostaną opisane zarówno procedury wyborcze jak i sposób funkcjonowania organów reprezentacji studentów ma szansę na wyplenienie praktyk, często niezgodnych z jakimikolwiek regułami w demokratycznym państwie prawnym. Ujednoliciłby również różnice w tym względzie pomiędzy uczelniami wyższymi w całej Polsce, wzmocniłby pewność prawną, ponieważ dziś regulaminy samorządów niejednokrotnie niekonsultowane należycie z prawnikami, są pełne błędów i nieścisłości.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że w najbliższych latach do podobnego wniosku dojdą władze Parlamentu Studentów Rzeczypospolitej Polskiej, które co ciekawe, w dzisiejszych warunkach nie posiadają żadnych prawnych mechanizmów nadzoru nad organami samorządów studenckich uczelni. Ta szczególnie niebezpieczna sytuacja powoduje, iż Parlament nie jest w stanie skutecznie przeciwdziałać patologiom mającym miejsce na szkołach wyższych w całej Polsce. Być może ta bezradność skłoni ich do działania w tej sprawie na forum Sejmu i Senatu?

Maciej Cholewiński

NZS

Artykuł pochodzi z serwisu blognzs.pl

Komentarze