Najmroczniejsze historie z dziekanatu

with Brak komentarzy

Jeśli Dante żyłby w dzisiejszych czasach, a swoją Boską Komedię pisał będąc studentem, osadziłby swoje Piekło zupełnie gdzie indziej. Miałoby kształt sześcianu (takiego, o, jak zwykły pokój), najwięksi grzesznicy czekaliby na zewnątrz, skazani na stanie w nigdy niekończącej się kolejce (najgorzej), a w środku, zamiast Lucyfera, siedziałaby Pani Z Dziekanatu. Nie zmieniłby Dante tylko jednego – napisu nad piekielną bramą, za którą w XXI wieku mogłyby robić zwykłe drzwi. Napis głosiłby: Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie.

Każdy z nas przeżył spotkanie z Panią Z Dziekanatu. Jeżeli jeszcze tam nie byłeś, nie martw się. Wszystko przed Tobą! Przygotuj się jednak, że spotkania te na długo zapadną w Twoją pamięć i będą powracały w najgorszych koszmarach. Nasi czytelnicy zgodzili się opowiedzieć o tym, co ich tam spotkało. W podziękowaniu wysłaliśmy już nową dostawę waleriany.

Pani Wieśka

Dziekanat pewnego Uniwersytetu, a w nim ”bardzo sympatyczna” pani. Nie dość, że „uprzejma”, to nosząca okropne, dziwaczne i negatywnie brzmiące, charakterystyczne imię na literę W. W jak Wieśka. Stoję potulnie w kolejce, przede mną dziewczyna z IV roku. Pani Z Dziekanatu zaczyna krzyczeć:
 To teraz pani z tym przychodzi??? Czy pani sądzi, że ja pani pomogę??? Bla, bla, bla!!!
Dziewczyna nie wytrzymała, zabrała papiery z blatu i wychodząc rzuciła na cały głos:
W sumie to ja się pani nie dziwię. Gdyby to mnie rodzice nazwali Wieśka, też byłabym taką kurwą!
Mina W. i reszty ludzi w środku bezcenna. Uwierzcie. (Ania)

Gdzieś jest, lecz nie wiadomo, gdzie

Gubienie indeksów to niemal urban legend, ale mi przydarzyło się naprawdę (serio!). Chodziłem tam niemal codziennie, przez trzy miesiące. I nic. Panie Z Dziekanatu snuły przeróżne teorie. Podejrzliwie pytały, czy aby na pewno go oddałem. A może sam pan zgubił? Sugerowały nieuczciwość. A może pan kłamie, hę? Lub amnezję. A może pan nie pamięta, że zostawił gdzie indziej? Potem niechętnie przyznały, że tak, być może indeks jest w archiwum, ale że teraz to one szukać go nie będą, bo w archiwum wszystko jest w pudłach, a one nie mają czasu. Indeks w końcu się znalazł, co prawda lekko przybrudzony i pomięty, ale kto by się tam czepiał… szczegółów. Pani oddała mi go z lekką urazą i nie chciała udzielić odpowiedzi, gdzie był przez ten czas. Boję się zgadywać. (Tomek)

Za pięć

Dziekanat przyjmował studentów w godzinach 10:00-14:00. W dzień, w którym tam przyszłam, by załatwić mega pilną sprawę, miałam zajęcia właśnie od 10:00-14:00. Wobec tego przychodzę o godzinie 9:55 (o 10:00 mam kolosa!) i słyszę:
Proszę natychmiast wyjść!!! Czy pani cyferki rozróżnia?! Studenci od 10:00!!!
Wywaliła mnie. Skończyłam zajęcia, zbiegam po schodach, żeby zdążyć na czas i co słyszę?
No nieeee, znowu pani?! Proszę wyjść, bo jest 14:03!!!
I wywaliła mnie drugi raz. (Ania)

Drugie dno

Zasłyszane. Kolega z innego wydziału na pierwszym roku oddał indeks do dziekanatu po pierwszej w życiu zaliczonej sesji. Wszyscy inni już dawno swoje odebrali, a on czekał i czekał. Czekanie w kolejce jest cechą charakterystyczną dziekanatów. W końcu odpuścił i przyszedł następnego dnia. Okazało się, że jego indeks… utopił się we wiaderku pani sprzątającej, która nie zauważyła, że strąciła go z kupki innych indeksów. Indeks znalazła następnego dnia, ale jak można się domyślić, do niczego się już nie nadawał. Wydano mu duplikat i było po sprawie. Na szczęście sesji ponownie zaliczać nie musiał, miał wszystko na karcie egzaminacyjnej, więc mu przepisali oceny. Ale traumę ma do dziś. (Kamil)

Nie mogę ci pomóc, jestem Panią Z Dziekanatu

USOS-srusos. Próbuję się zapisać na WF, ale na moim koncie nie ma „żetonów”, które być tam powinny, przynajmniej od kilku dni. Lada dzień upływa termin zapisów. Jest parę minut po 14, dzwonię do Dziekanatu, by zbadać sprawę. O, ktoś odebrał!
Dziekanat,słucham?
Dzień dobry, chciałam zapytać o…
Dziekanat już nieczynny! Nie obsługujemy!
Ale ja tylko chciałam…
Nieczynne! Nie obsługujemy! Zadzwoni jutro!
Rezygnuję. Przed rozłączeniem się słyszę jeszcze stłumiony, zrzędzący głos:
Urwanie głowy! No i, Halinka, mąż tej mojej kuzynki to pracuje w…
Aha! (Monika)

Przydarzyły Wam się jakieś straszne historie związane z dziekanatem? Podzielcie się!

Komentarze