„Studiowałem, zanim zaczęło to być modne” – studia kiedyś i dzisiaj

with Brak komentarzy

Mam młodszą koleżankę, Karolinę. Karolina pochodzi z małej miejscowości na południu Polski i w tym roku zdaje maturę. Jest uczennicą liceum ogólnokształcącego o profilu językowym. Przygotowania do egzaminu dojrzałości pochłaniają jej większość wolnego czasu – mówi, że wymarzone studia są dla niej szansą „wyrwania się z tej dziury” i startem w lepsze życie. Lepsze, niż obecnie wiodą jej rodzice, którzy studiów nie skończyli. Zapytana o to, jakie plany mają jej koleżanki i koledzy z klasy, mówi, że na studia wybiera się większość z nich. „Taka moda”.

W dzisiejszych czasach zdecydowana większość uczniów kończących szkoły średnie nie wyobraża sobie tego, by nie kontynuować nauki na studiach. Z raportu przeprowadzonego przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego wynika, że w tym roku studia ukończyło 1,67 mln osób – to czterokrotnie więcej, niż w latach 1990/1991. W tamtych czasach studiowanie bardzo często postrzegane było jako prestiż i przywilej, na który nie wszyscy mogli sobie pozwolić.

Jak było kiedyś, a jak jest teraz? Czy coś się zmieniło? Jeżeli tak, to co?

Przed studiami

KIEDYŚ: Wybór kierunku studiów był ściśle związany z profilem klas w szkołach średnich. Większość uczelni przeprowadzała egzaminy wstępne – ich pozytywny wynik był kluczowy w procesie rekrutacji. Z uwagi na to, szkoły kładły duży nacisk na dobre przygotowanie uczniów do zmierzenia się z nowym wyzwaniem. Dużym wyczynem było np. dostanie się na Akademię Medyczną w Gdańsku. Wiele miesięcy nauki, kilogramy książek i kilkaset próbnych testów mogły przerażać, ale ci, którym się udało, stawali się pewnego rodzaju dumą w rodzinie.

DZISIAJ: Na palcach jednej ręki policzyć można, ile osób z danej klasy nie decyduje się na studia. Tak jak dawniej, wybierane przez absolwentów kierunki uzależnione są od tego, czego uczyli się do tej pory – rzadko zdarza się, by humanista wybierał się na biotechnologię. Zdecydowanie większym zainteresowaniem wśród nich cieszy się filologia polska, filologie obce, prawo, politologia, pedagogika czy psychologia. W tym momencie większość uczelni przy rekrutacji bierze pod uwagę jedynie wyniki matury, nie ma egzaminów wstępnych. Na studia dostać można się o wiele łatwiej i pewnie stąd tak duża ich popularność. Czy jednak za ilością idzie jakość? Wydaje się, że to pytanie retoryczne.

W trakcie studiów

KIEDYŚ: Przeprowadzka do innych miast raczej nie była problemem i ci, którzy nie znaleźli wymarzonej uczelni w swoich rodzinnych stronach, często się na nią decydowali. Akademiki były popularne, jednak najczęściej straszyły swoim wyglądem – brzydkie, zaniedbane, z ohydnymi meblopodobnymi szafami i łóżkami. Ci, których było na to stać lub potrafili studia połączyć z pracą, wybierali mieszkania.

Internet był jeszcze w powijakach, co wymuszało na studentach głównie osobisty kontakt z wykładowcami. Chyba nikomu się jeszcze nie śniło, że kiedyś pojawi się coś takiego jak elektroniczny indeks. Oceny wpisywano do papierowych indeksów ręcznie, od razu po zajęciach lub na umówionym spotkaniu z wykładowcą. Oczywiście, zdarzały się kolejki, zwłaszcza do owianych złą sławą dziekanatów. To, jak sprawnie funkcjonowała administracja w dużej mierze uzależnione było jednak od „polityki” uczelni i nastawienia „Pani Halinki”.

Zajęcia dzieliły się na wykłady i ćwiczenia. Najważniejsze informacje pisano zwykle na tablicy lub „rzucano z folii” na ścianę, a studenci sami robili sobie notatki, którymi potem między sobą się wymieniali. Wspólna skrzynka mailowa w tamtych czasach była abstrakcją. Kartkówki, sprawdziany, kolokwia i zaliczenia ustne były najpopularniejszym sposobem sprawdzenia wiedzy, którą nabyli studenci.

Co ważne, nie było podziału na studia licencjackie i magisterskie. Warunkiem otrzymania dyplomu było napisanie i obronienie pracy, do której zwykle zadawano kilka pytań.

DZISIAJ: W dzisiejszych czasach, kiedy komunikacja międzymiastowa działa o wiele sprawniej, wyprowadzka z domu rodzinnego jest powszechną praktyką. Standard akademików również się poprawił – przynajmniej w niektórych miastach. Wielu studentów narzeka jednak, że nie zmieniło się nic. Stare i odrapane budynki przypominają czasy głębokiego PRL-u (znanego głównie z opowieści rodziców). Być może właśnie z tego powodu studenci coraz częściej wybierają mieszkania – koszty wynajmu podzielone na kilka osób wcale nie są dużo wyższe, a komfort życia o wiele lepszy.

Indeksy elektroniczne, na które decyduje się coraz więcej uczelni, wydawać mogą się ułatwieniem, jednak USOS (Uniwersytecki System Obsługi Studiów) budzi w studentach powszechną irytację, a większość z nich otwarcie przyznaje, że go „nie ogarnia”, przynajmniej na początku swojej przygody z uczelnią wyższą. Wykładowcy zazwyczaj dostępni są pod swoim adresem mailowym, jednak nie zawsze potrafią z niego korzystać tak, jak można by się tego spodziewać, np. odpisują na wiadomości po kilku tygodniach. Oczywiście zdarzają się również tacy, który z takiej formy komunikacji korzystają często i chętnie, np. przesyłając pomocne materiały. Wiele spraw w dziekanacie również można załatwić mailowo, zwłaszcza jeżeli po drugiej stronie zasiada miła i pomocna „Pani Halinka”. Gorzej, jeżeli zasiada tam od trzydziestu lat i zdążyła już zgorzknieć.

Zajęcia opierają się o wykłady i ćwiczenia, na których wykładowcy często korzystają ze zdobyczy technologii, takich jak np. wyświetlacze multimedialne. Największą zmorą dla współczesnych studentów jest sesja, głównie dlatego, że są to jedyne tygodnie w roku, kiedy się rzeczywiście zaczyna coś robić. Zaliczenia mają formę pisemnych egzaminów i zaliczeń ustnych.

Studia (poza kilkoma kierunkami, takimi m.in. jak medycyna czy prawo) funkcjonują w systemie dwustopniowym, tzw. bolońskim. Dzięki temu po skończonych studiach licencjackich studenci mogą wybrać inny kierunek lub na tym etapie zakończyć swoją edukację. Posiadanie dyplomu studiów licencjackich traktowane jest w Polsce jako wykształcenie wyższe. Dyplom zdobywa się broniąc napisanej wcześniej pracy lub zdając egzamin.

Po studiach

KIEDYŚ: Ukończenie studiów wcale nie było gwarantem znalezienia pracy, ale o absolwentów niektórych kierunków, takich jak np. handel zagraniczny, firmy zabiegały same. Ci, którzy studiowali w tamtych czasach podkreślają wagę zagranicznych wyjazdów, które są doskonałą okazją do nauki języków obcych i zdobywania praktycznego doświadczenie. Wymiany studenckie, staże i praktyki zagraniczne, również jako wolontariusz, zmiana miejsca, otoczenia, warunków życia, wspólna nauka czy praca w nowym środowisku, z perspektywy czasu postrzegane są jako najlepsza droga do kształtowania człowieka i jego charakteru. Wszak wielu rzeczy można nauczyć się z książek, ale najwięcej bezpośrednio „z życia”.

DZISIAJ: Wejście Polski do Unii Europejskiej otworzyło studentom drogę do wielu nowych możliwości, m.in. korzystania z programu Erasmus, mającego na celu wymianę studencką pomiędzy krajami zrzeszonymi w ramach UE. Absolwenci polskich uczelni są postrzegani jako specjaliści i bardzo chętnie zatrudniani w innych europejskich krajach (m.in. inżynierowie, lekarze, pielęgniarki). Pytanie tylko, czy potrafią to w pełni wykorzystać? Mówi się, że współcześni studenci często wykazują postawę roszczeniową, jeżeli chodzi o późniejsze szukanie pracy – „mam dyplom, więc praca sama do mnie przyjdzie”. Nie ważne, że przez pięć lat imprezowali za pieniądze rodziców (tak, to generalizacja), zamiast zdobywać potrzebne doświadczenie, które w przypadku tak dużej ilości osób z „magisterką” jest najważniejsze. Zderzenie się z rzeczywistością, w której jest tak wielka konkurencja osób wykształconych (lub „wykształconych”), często kończy się obudzeniem się z ręką w przysłowiowym nocniku.

Wnioski

Czasy się zmieniają. To naturalne, że wraz z nimi zmienia się otaczająca nas rzeczywistość. Współcześni studenci mają jednocześnie o wiele łatwiej i o wiele trudniej. Łatwiej, bo mają o wiele więcej możliwości oraz o wiele więcej rozwiązań, dzięki którym życie, jak i sam proces studiowania jest przyjemniejsze, prostsze. Być może właśnie przez to stali się nieco bardziej leniwi i nieco mniej im się chce? Trudniej, bo konkurencja na rynku pracy jest o wiele większa, a ogólny trend na posiadanie wykształcenia wyższego może być odbierany jako swego rodzaju presja. Jedno jest pewne i się nie zmieniło – ważny jest osobisty rozwój i doświadczenie, które zawsze będą naszymi atutami, niezależnie od ukończonego kierunku studiów.

A jak wyglądają Wasze studia, dzisiaj? Czy zauważacie jakąś różnicę w porównaniu do tego, co opowiadają Wasi rodzice lub starsze rodzeństwo?

Komentarze